Mam 21 lat i proszę.. nie róbcie nigdy tego, co ja, nigdy nie zgadzajcie się w życiu na rzeczy, na które zgodziłam się ja i... nigdy, nigdy nie rezygnujcie z życia i z siebie, bo ta myśl nie opuści was już nigdy..!
Zmieniło się tak wiele, pomijając fakt, że na własnej skórze dalej czuje ten palący piekielny ogień, tym razem.. zdarza się , że jest mój.. że to ja jestem tym naprawdę złym człowiekiem..
Było blisko.. a bynajmniej i taką nadzieję mam, że ten jeden raz było we mnie na tyle odwagi..
Cokolwiek.. jutro może i będę chwilowo szczęśliwa.. na tę parę godzin.. co nie zmieni faktu, że moje życie kręci się dookoła jednej gwiazdy o specyficznej nazwie.. nie będę się już nigdy oszukiwać.. jestem tchórzem, który żyje, bo boi się umrzeć, a nie dlatego, że żyć chce..
Oczywiście.. nie chcę zostawić rodziny, to wszystko było i będzie tylko dla nich, ale.. irytuje mnie fakt, że byłam w stanie zaniechać czegokolwiek ze strachu.
Jutro będę myśleć inaczej, to chwilowe. ;)
Pozdrawiam
Zmieniło się tak wiele, pomijając fakt, że na własnej skórze dalej czuje ten palący piekielny ogień, tym razem.. zdarza się , że jest mój.. że to ja jestem tym naprawdę złym człowiekiem..
Było blisko.. a bynajmniej i taką nadzieję mam, że ten jeden raz było we mnie na tyle odwagi..
Cokolwiek.. jutro może i będę chwilowo szczęśliwa.. na tę parę godzin.. co nie zmieni faktu, że moje życie kręci się dookoła jednej gwiazdy o specyficznej nazwie.. nie będę się już nigdy oszukiwać.. jestem tchórzem, który żyje, bo boi się umrzeć, a nie dlatego, że żyć chce..
Oczywiście.. nie chcę zostawić rodziny, to wszystko było i będzie tylko dla nich, ale.. irytuje mnie fakt, że byłam w stanie zaniechać czegokolwiek ze strachu.
Jutro będę myśleć inaczej, to chwilowe. ;)
Pozdrawiam
Tagi:
uujjhk
24.11.2011 o godz. 00:57
komentuj (2)
Nie mogłam dodać komentarza, pojawiało się: SPAM na pięknym białym tle, nie mogę wejść normalnie na google, pieprzę to.. wirus, nie wirus.. moje programy ochronne nic nie znajdują.
A w życiu chujowo.
Pozdrawiam. ;)
A w życiu chujowo.
Pozdrawiam. ;)
Tagi:
vcvfdb
Hu, hu.. sporo czasu kochani.
W tym czasie znalazłam pracę w budzie typu smażalnia - pizzeria na promenadzie- jako kelnerka, pierwszego dnia dziewczyna miała mnie przeszkolić, jako tako zrobiła to, nie pozwalając mi jednak przyjmować zamówień, w związku z czym byłam jedynym '' nie kumatym '' kelnerem ( nie wspominając o zerowym stopniu j. niemieckiego ).
Tak więc minęło parę dni, a dano mi ''propozycje '' przerzucenia na kuchnię.
Na kuchni zarabiałam o wiele mniej, pracowałam o wiele dłużej.
Mam 21, a moim obowiązkiem było pytanie jednego z dwóch szefów (buda ma ich troje ) czy mogę iść na papierosa (dla mnie było to cholernie irytujące ), byłam jedynym nowym na kuchni, a więc popełniałam błędy i obrywało mi się za to, dwie starsze Panie na kuchni (jedna szczególnie ) rozmawiały tak, jakbym była prędzej utrapieniem, aniżeli pomocą, więc było to deprymujące- nie jestem pewna, czy ta kobieta nie interesowała się tym, czy usłyszę, myślała, że jestem przygłucha, czy wręcz chciała bym to słyszała.
Pracowałam w godzinach 11/ 13 - 23/ 24 - stawka to ok. 7 zł za godzinę, jednak raz było mniej, raz więcej, wypłacane miałam dniówki ( to akurat podobało się mi i mojej mamusi ), umowy kompletnie żadnej.
Z czasem zaczęłam dogadywać się ze złośliwym piekarzem (był od pizzy ) , a zarazem moim szefem i młodymi, ze starszymi średnio.
Strasznie, strasznie irytowała mnie praca, tym bardziej, że nie miałam swojego życia (kelnerzy mają wolne, kuchnia - nie ).
Czasami po pracy szłam do znajomej, zdarzyło mi się poimprezować, za to dostawałam od matki kupę pretensji, mimo faktu, iż na następny dzień szłam do pracy zapierdzielać tak na prawdę w dużym stopniu na nią.
Parę dni temu zachorowałam i to kiepsko, prawdopodobnie oskrzela, muszę załatwić sprawę ze szkołami, praca mi na to nie pozwoli, a więc w tajemnicy przed matką zrezygnowałam z roboty dzisiaj rano i postanowiłam poszukać takiej, w której będę w stanie wytrzymać, z której przyniosę pieniądze i będę miała czas na choćby zrobienie prania czy odkurzenie domu (moja chałupa wygląda w tym momencie tragicznie ).
Mimo, iż nie wyzdrowiałam lecę zapisać się do byle jakiej szkoły policealnej, by pociągnąć lata kształcenia do renty i poszukuję zatrudnienia na normalnych warunkach.
Tyle tylko- chciałam nieco skrócić ostatnie dni, póki co do pisania się nie nadaję, bo ledwo zbieram myśli w stanie, kiedy skupiam się na (tu przepraszam za brutalną szczerość ) odkrztuszaniu flegmy z moich biednych dróg oddechowych.
W tym czasie znalazłam pracę w budzie typu smażalnia - pizzeria na promenadzie- jako kelnerka, pierwszego dnia dziewczyna miała mnie przeszkolić, jako tako zrobiła to, nie pozwalając mi jednak przyjmować zamówień, w związku z czym byłam jedynym '' nie kumatym '' kelnerem ( nie wspominając o zerowym stopniu j. niemieckiego ).
Tak więc minęło parę dni, a dano mi ''propozycje '' przerzucenia na kuchnię.
Na kuchni zarabiałam o wiele mniej, pracowałam o wiele dłużej.
Mam 21, a moim obowiązkiem było pytanie jednego z dwóch szefów (buda ma ich troje ) czy mogę iść na papierosa (dla mnie było to cholernie irytujące ), byłam jedynym nowym na kuchni, a więc popełniałam błędy i obrywało mi się za to, dwie starsze Panie na kuchni (jedna szczególnie ) rozmawiały tak, jakbym była prędzej utrapieniem, aniżeli pomocą, więc było to deprymujące- nie jestem pewna, czy ta kobieta nie interesowała się tym, czy usłyszę, myślała, że jestem przygłucha, czy wręcz chciała bym to słyszała.
Pracowałam w godzinach 11/ 13 - 23/ 24 - stawka to ok. 7 zł za godzinę, jednak raz było mniej, raz więcej, wypłacane miałam dniówki ( to akurat podobało się mi i mojej mamusi ), umowy kompletnie żadnej.
Z czasem zaczęłam dogadywać się ze złośliwym piekarzem (był od pizzy ) , a zarazem moim szefem i młodymi, ze starszymi średnio.
Strasznie, strasznie irytowała mnie praca, tym bardziej, że nie miałam swojego życia (kelnerzy mają wolne, kuchnia - nie ).
Czasami po pracy szłam do znajomej, zdarzyło mi się poimprezować, za to dostawałam od matki kupę pretensji, mimo faktu, iż na następny dzień szłam do pracy zapierdzielać tak na prawdę w dużym stopniu na nią.
Parę dni temu zachorowałam i to kiepsko, prawdopodobnie oskrzela, muszę załatwić sprawę ze szkołami, praca mi na to nie pozwoli, a więc w tajemnicy przed matką zrezygnowałam z roboty dzisiaj rano i postanowiłam poszukać takiej, w której będę w stanie wytrzymać, z której przyniosę pieniądze i będę miała czas na choćby zrobienie prania czy odkurzenie domu (moja chałupa wygląda w tym momencie tragicznie ).
Mimo, iż nie wyzdrowiałam lecę zapisać się do byle jakiej szkoły policealnej, by pociągnąć lata kształcenia do renty i poszukuję zatrudnienia na normalnych warunkach.
Tyle tylko- chciałam nieco skrócić ostatnie dni, póki co do pisania się nie nadaję, bo ledwo zbieram myśli w stanie, kiedy skupiam się na (tu przepraszam za brutalną szczerość ) odkrztuszaniu flegmy z moich biednych dróg oddechowych.
Tagi:
thew
Faktem jest, że to jak wyobrażamy sobie nasz koniec świadczy o nas samych i naszym dotychczasowym żywocie.
Mam.. nie ma na tyle enigmatycznego sformułowania, żeby to nazwać.. może usilne uczucie, że w mojej własnej śmierci będą maczać palce.. moje- ''czarna chmurka '', bądź moi bliscy we własnej osobie (nie chciałabym tu nazywać po imieniu ew. śmierci samobójczej, która najczęściej jest do połowy winą bliskich )..
Nie potrafiłabym wybaczyć nikomu większych krzywd, jakie mi wyrządzono, nie byłbym w stanie powiedzieć dobrego słowa o wielu ludziach, których znam, nie umierałabym w spokoju, nie pragnęła ostatniego namaszczenia i dalej.. nie uwierzyła w ''Boże niebieskie pastwiska ''.
Gdybym wiedziała, że mam niewiele czasu.. nie pragnęłabym podróży dookoła świata, prawdopodobnie nie mam takich marzeń, żeby móc posiadać ostatnią wolę.
Chciałabym paru zmian.. nie nauczki, a nauki dla wielu ludzi, ślepych, czy za głupich, chciałabym, żeby wielu idiotów, którzy .. nie potrafią dojrzeć najistotniejszych rzeczy (i mówię tu o rasowych debilach ) - mieli to wytatuwane na czołach, by wielu ludzi mojego pokroju, czy w jeszcze gorszym stanie nie musiało borykać się z taką dodatkową frustracją.
Chciałabym, żeby wielu wiedziało, jak radzić sobie z problemami innych, być w stanie oceniać, czy jest to chwilowe, czy warte zamartwiania się, czy właściwie lepiej mieć przez chwilę bliskiego na oku.
A Ci, którzy w żadnej opcji nie interesowali się czymś takim, jak cudza krzywda, a na każdej tragedii zbierali profity dla samych siebie.. ach, a zaszalejmy, niech dostaną zakaz zbliżania się do ludzi innych, niż takich własnego pokroju.
Ach.. i ostatnia rzecz.. chciałabym żeby zwierzęta zostały ocenione, jako bardziej ''ludzkie '', niż my sami.
No i może .. zmiany prawa w Polsce, ale zaczynam fantazjować, acz uważam, że gdyby choć jedna z tych rzeczy została spełniona, gdyby na mojej tragedii ktokolwiek zrozumiał, jak wygląda nasz mentalny świat- PRAWDZIWYCH ludzi (nie tych, którzy urodzili się w wyniku nieznanej awarii genetycznej )- uratowałabym wiele, wiele serc.
Nie wybaczyłabym innym, ale chciałabym .. zmienić wiele rzeczy, jest coś takiego, jak inteligencja emocjonalna - i to właśnie, o wzrost tego współczynnika na równi z samym IQ chcę również dzisiaj.
Martwie się swoją drogą, że na ew. łożu śmierci byłabym jedną z tych nielicznych, którzy zamiast ckliwej gadki o wspaniałej przyjaźni- zafundowali by małą tyradę na temat niewybaczalnej głupoty itp.
Jednak nie wyraziłam odpowiednio tego, co miałam na myśli.. nie jest nowością, że skrywam w sobie jako taką nienawiść do 90% ludzkości, nie jest nowością, że borykam się z różnymi problemami, stanami, z których jednocześnie drwię.
Hmm.. ostatnimi czasy w jakiś rodzaj spokoju, czy nastroju wprowadzają mnie tzw. ''blogi modowe'', zdjęcia mają ciekawe klimaty, świat wydaję się weselszy, pobudza to moją kreatywność myślenia, chociaż sama nie bawię się w tego rodzaju rzeczy.
Nie myślę w ten czas o problemach finansowych pokroju samego uniwersum, blokuję się na chwile rodzajem.. chwilowego relaksu, bo jest przede mną coś ''miłego dla oka ''.
Mimo wszystko.. co widzimy i słyszymy gdzieś w tle w ciągu dnia wpływa na nas w nieokreślony i najczęściej niewyczuwalny sposób.
EDIT: Słuchając kawałka ''all of the lights'' czuję cholerną bezsilność, wściekłość, żal, że całe życie przemyka mi między palcami, tylko dlatego, że nie mam przy sobie ani grosza i nie ma powodu żebym wychodziła z domu (podczas gdy wszyscy znajomi tańczą z piwkami dookoła ogniska ).
Dlatego, że moja matka utrzymuje się w moich pieniędzy, nie chce iść do roboty, a ja za to płacę.. wybaczam sobie samej myśli, że mam ochotę uderzyć ją na tyle mocno, a żeby poczuła lęk przed moją osobą, robiła, to czego ja od niej oczekuje i poczuła ten sam ból zmarnowanego życia, jaki ja czuje dzięki niej.
Z depresją do kompletu.. to przytłaczające, boli, boli.. samotność boli.. patrzenie, jak inni się bawią, kiedy Ty przez cały czas w głowie masz obraz własnej śmierci i ani grosza, by móc bawić się z nimi.. to bolałoby tak samo..
To nie fair, to tak bardzo nie fair..
Mam.. nie ma na tyle enigmatycznego sformułowania, żeby to nazwać.. może usilne uczucie, że w mojej własnej śmierci będą maczać palce.. moje- ''czarna chmurka '', bądź moi bliscy we własnej osobie (nie chciałabym tu nazywać po imieniu ew. śmierci samobójczej, która najczęściej jest do połowy winą bliskich )..
Nie potrafiłabym wybaczyć nikomu większych krzywd, jakie mi wyrządzono, nie byłbym w stanie powiedzieć dobrego słowa o wielu ludziach, których znam, nie umierałabym w spokoju, nie pragnęła ostatniego namaszczenia i dalej.. nie uwierzyła w ''Boże niebieskie pastwiska ''.
Gdybym wiedziała, że mam niewiele czasu.. nie pragnęłabym podróży dookoła świata, prawdopodobnie nie mam takich marzeń, żeby móc posiadać ostatnią wolę.
Chciałabym paru zmian.. nie nauczki, a nauki dla wielu ludzi, ślepych, czy za głupich, chciałabym, żeby wielu idiotów, którzy .. nie potrafią dojrzeć najistotniejszych rzeczy (i mówię tu o rasowych debilach ) - mieli to wytatuwane na czołach, by wielu ludzi mojego pokroju, czy w jeszcze gorszym stanie nie musiało borykać się z taką dodatkową frustracją.
Chciałabym, żeby wielu wiedziało, jak radzić sobie z problemami innych, być w stanie oceniać, czy jest to chwilowe, czy warte zamartwiania się, czy właściwie lepiej mieć przez chwilę bliskiego na oku.
A Ci, którzy w żadnej opcji nie interesowali się czymś takim, jak cudza krzywda, a na każdej tragedii zbierali profity dla samych siebie.. ach, a zaszalejmy, niech dostaną zakaz zbliżania się do ludzi innych, niż takich własnego pokroju.
Ach.. i ostatnia rzecz.. chciałabym żeby zwierzęta zostały ocenione, jako bardziej ''ludzkie '', niż my sami.
No i może .. zmiany prawa w Polsce, ale zaczynam fantazjować, acz uważam, że gdyby choć jedna z tych rzeczy została spełniona, gdyby na mojej tragedii ktokolwiek zrozumiał, jak wygląda nasz mentalny świat- PRAWDZIWYCH ludzi (nie tych, którzy urodzili się w wyniku nieznanej awarii genetycznej )- uratowałabym wiele, wiele serc.
Nie wybaczyłabym innym, ale chciałabym .. zmienić wiele rzeczy, jest coś takiego, jak inteligencja emocjonalna - i to właśnie, o wzrost tego współczynnika na równi z samym IQ chcę również dzisiaj.
Martwie się swoją drogą, że na ew. łożu śmierci byłabym jedną z tych nielicznych, którzy zamiast ckliwej gadki o wspaniałej przyjaźni- zafundowali by małą tyradę na temat niewybaczalnej głupoty itp.
Jednak nie wyraziłam odpowiednio tego, co miałam na myśli.. nie jest nowością, że skrywam w sobie jako taką nienawiść do 90% ludzkości, nie jest nowością, że borykam się z różnymi problemami, stanami, z których jednocześnie drwię.
Hmm.. ostatnimi czasy w jakiś rodzaj spokoju, czy nastroju wprowadzają mnie tzw. ''blogi modowe'', zdjęcia mają ciekawe klimaty, świat wydaję się weselszy, pobudza to moją kreatywność myślenia, chociaż sama nie bawię się w tego rodzaju rzeczy.
Nie myślę w ten czas o problemach finansowych pokroju samego uniwersum, blokuję się na chwile rodzajem.. chwilowego relaksu, bo jest przede mną coś ''miłego dla oka ''.
Mimo wszystko.. co widzimy i słyszymy gdzieś w tle w ciągu dnia wpływa na nas w nieokreślony i najczęściej niewyczuwalny sposób.
EDIT: Słuchając kawałka ''all of the lights'' czuję cholerną bezsilność, wściekłość, żal, że całe życie przemyka mi między palcami, tylko dlatego, że nie mam przy sobie ani grosza i nie ma powodu żebym wychodziła z domu (podczas gdy wszyscy znajomi tańczą z piwkami dookoła ogniska ).
Dlatego, że moja matka utrzymuje się w moich pieniędzy, nie chce iść do roboty, a ja za to płacę.. wybaczam sobie samej myśli, że mam ochotę uderzyć ją na tyle mocno, a żeby poczuła lęk przed moją osobą, robiła, to czego ja od niej oczekuje i poczuła ten sam ból zmarnowanego życia, jaki ja czuje dzięki niej.
Z depresją do kompletu.. to przytłaczające, boli, boli.. samotność boli.. patrzenie, jak inni się bawią, kiedy Ty przez cały czas w głowie masz obraz własnej śmierci i ani grosza, by móc bawić się z nimi.. to bolałoby tak samo..
To nie fair, to tak bardzo nie fair..
Tagi:
etghbty
To nie ten sen.. nie ten.
Powinnam szukać pracy, przecież nie mamy pieniędzy.. nie jestem za to w stanie zostać sama z własnymi myślami, wlokę nogami przez dom, to wszystko na co mnie stać, a to i tak wiele, biorąc pod uwagę ten stan, czekam na remisję, jak wiele psychika potrafi zdziałać z ciałem.
Jestem Panem nieba nocnego i tych gwiazd o których istnieniu ludzie nie mają pojęcia.
Jestem sama sobie ofiarą i sama sobie katem, a mimo wszystko, czyż nie zawsze najgorszy był ten tłum, który czekał z utęsknieniem na widok, tak.. ten zapierający dech w piersiach, gdy już w trakcie niemych krzyków bólu- uchodziło życie, tak naprawdę.. nikt nie widział nigdy na pewno.. czy był winny?
Zabawne, że jeszcze kiedyś to wszystko ruszało mnie, ta obojętność ludzi na nieszczęścia i wridzona głupota.
Jednym z gorszych problemów zdaje się być sen.. od godziny dwunastej, do osiemnastej, przerywany, nieprawdziwy, a mimo to, wiem, że nie zasnę i dzisiejszej nocy, jestem osłabiona i niezdolna do funkcjonowania.
Odczuwam jednak bardzo silny lęk.
Zawsze może być gorzej i zawsze może być lepiej, ale piekło nie ma jednego dna, a jak to jest z tym niebem- nie wiem, wygląda na to, że nikt nie chce tam iść.
Bywało wcześniej.. kiedy już zasnęłam nawiedzały mnie przedziwne sny, nie były koszmarami w samej swojej treści, natomiast po przebudzeniu- nie mogłam się pozbierać, budziły dziwne emocje, nieprzytomna, niezdolna do funkcjonowania.. jaka więc to różnica, nie mogę zrobić nic tak, czy tak..
Mam wyrzuty sumienia, pogrążam własną rodzinę.
Tak mam ochotę krzyczeć do ludzi.. Nie liczcie na pomoc przyjaciół, może to się okazać gwoździem do trumny, łapcie się psychiatrów, gdy dopadnie was depresja, załamanie nerwowe, nie pozwólcie sobie skończyć w ten sam sposób, w łańcuchach, nie mogąc poruszyć kończyną, już nie żyjący, a jeszcze nie umarły.
Dlaczego mnie jeszcze nie ma u psychiatry?
Dobre pytanie, przed okresem wakacji, nie było mnie w domu, uczyłam się, teraz nie mam nawet pieniędzy na podstawowe leki, ponadto.. nie planuje dać sobie okazji do samobójstwa mieszając antydepresanty z alkoholem, a kiedy jest remisja? Wtedy nie czuję takiej potrzeby, nie mam pieniędzy na same leki, itp., zresztą.. Jedna mała teoria.. nikt nie zmusi mnie by nie widywać diabła, kiedy mimowolnie dalej tkwie w piekle.
Żeby cokolwiek nam pomagało - musi mieć to odpowiednie warunki i nic na świecie nie zmieni tego, że dąb na pustyni nie zakwitnie, a palma pod moim blokiem nie wyrośnie.
Ach.. no i nie mogę się zmusić do wyjścia z domu, nie mam sił i ochoty.
Jest tak, że jedni z nas mają pecha, inni szczęście.
Ach przykro mi.. moje ciało nie ma już sił..
Powinnam szukać pracy, przecież nie mamy pieniędzy.. nie jestem za to w stanie zostać sama z własnymi myślami, wlokę nogami przez dom, to wszystko na co mnie stać, a to i tak wiele, biorąc pod uwagę ten stan, czekam na remisję, jak wiele psychika potrafi zdziałać z ciałem.
Jestem Panem nieba nocnego i tych gwiazd o których istnieniu ludzie nie mają pojęcia.
Jestem sama sobie ofiarą i sama sobie katem, a mimo wszystko, czyż nie zawsze najgorszy był ten tłum, który czekał z utęsknieniem na widok, tak.. ten zapierający dech w piersiach, gdy już w trakcie niemych krzyków bólu- uchodziło życie, tak naprawdę.. nikt nie widział nigdy na pewno.. czy był winny?
Zabawne, że jeszcze kiedyś to wszystko ruszało mnie, ta obojętność ludzi na nieszczęścia i wridzona głupota.
Jednym z gorszych problemów zdaje się być sen.. od godziny dwunastej, do osiemnastej, przerywany, nieprawdziwy, a mimo to, wiem, że nie zasnę i dzisiejszej nocy, jestem osłabiona i niezdolna do funkcjonowania.
Odczuwam jednak bardzo silny lęk.
Zawsze może być gorzej i zawsze może być lepiej, ale piekło nie ma jednego dna, a jak to jest z tym niebem- nie wiem, wygląda na to, że nikt nie chce tam iść.
Bywało wcześniej.. kiedy już zasnęłam nawiedzały mnie przedziwne sny, nie były koszmarami w samej swojej treści, natomiast po przebudzeniu- nie mogłam się pozbierać, budziły dziwne emocje, nieprzytomna, niezdolna do funkcjonowania.. jaka więc to różnica, nie mogę zrobić nic tak, czy tak..
Mam wyrzuty sumienia, pogrążam własną rodzinę.
Tak mam ochotę krzyczeć do ludzi.. Nie liczcie na pomoc przyjaciół, może to się okazać gwoździem do trumny, łapcie się psychiatrów, gdy dopadnie was depresja, załamanie nerwowe, nie pozwólcie sobie skończyć w ten sam sposób, w łańcuchach, nie mogąc poruszyć kończyną, już nie żyjący, a jeszcze nie umarły.
Dlaczego mnie jeszcze nie ma u psychiatry?
Dobre pytanie, przed okresem wakacji, nie było mnie w domu, uczyłam się, teraz nie mam nawet pieniędzy na podstawowe leki, ponadto.. nie planuje dać sobie okazji do samobójstwa mieszając antydepresanty z alkoholem, a kiedy jest remisja? Wtedy nie czuję takiej potrzeby, nie mam pieniędzy na same leki, itp., zresztą.. Jedna mała teoria.. nikt nie zmusi mnie by nie widywać diabła, kiedy mimowolnie dalej tkwie w piekle.
Żeby cokolwiek nam pomagało - musi mieć to odpowiednie warunki i nic na świecie nie zmieni tego, że dąb na pustyni nie zakwitnie, a palma pod moim blokiem nie wyrośnie.
Ach.. no i nie mogę się zmusić do wyjścia z domu, nie mam sił i ochoty.
Jest tak, że jedni z nas mają pecha, inni szczęście.
Ach przykro mi.. moje ciało nie ma już sił..
Tagi:
dsffsdg
Moja historia nie jest ciekawa, moja historia.. jest żałosna.
Ojciec zmarł, gdy byłam dzieckiem, matka piła i całkiem dobrze pomagała w marnowaniu sobie życia, niszczeniu poczucia własnej wartości i tym podobnych niepotrzebnych egzystencjalnych bzdur.
Ponadto.. zrobiła coś, co do końca życia nie przejdzie mi przez gardło, czego obrazy nawiedzają mnie od czasu do czasu.
Hmm.. moi ,, przyjaciele '' to raczej banda gnid, których nijak da się zareklamować w sklepie z kolegami.
W trakcie dorastania oczywiście nie byłam akceptowana przez rówieśników tak, jak zdawałoby się pragnie każdy człowiek, co moim skromnym zdaniem wywarło największy efekt na moim bycie.
Choruje na depresje, jestem alkoholikiem, pomimo swego wieku dalej praktykuje samookaleczenia w trakcie silniejszych ataków rozpaczy, nie wyjdę z domu bez gotówki na piwo, i miałam wątpliwą przyjemność zwiedzić szpital z przyspieszonym rytmem zatokowym, a mówię tu o nerwicy, która całkiem swobodnie potrafi narozrabiać w ludzkim życiu.
Cóż.. mam wiele fobii i problemów z samą sobą, nie tyle, co nie akceptuje własnego wyglądu, a raczej.. osobowości (tak, jestem jednym z tych rzadkich gatunków, którzy mają - oddając to brzydkim słowem - w dupie, co w mojej twarzy komu się nie podoba).
Moja matka uwielbia dozować mi dzienną dawkę lęków i kolejnych urazów, znajomi są prawdopodobnie zbyt głupi, żeby zauważyć cokolwiek, za wyjątkiem ilości alkoholu jaki tygodniowo w siebie wlewam..
To zabawne, ale wierzę, że nie zdołali by załapać nawet faktu, że mój trup wisi zaraz obok nich pod sufitem.
Ach.. ludzi naturalnie ciekawi wiek piszącego.. mam 21 lat, z reguły byłam nieco dojrzalszym osobnikiem wśród rówieśników, i nie wiem na jaką cholerę wróciłam do pisania.
Ojciec zmarł, gdy byłam dzieckiem, matka piła i całkiem dobrze pomagała w marnowaniu sobie życia, niszczeniu poczucia własnej wartości i tym podobnych niepotrzebnych egzystencjalnych bzdur.
Ponadto.. zrobiła coś, co do końca życia nie przejdzie mi przez gardło, czego obrazy nawiedzają mnie od czasu do czasu.
Hmm.. moi ,, przyjaciele '' to raczej banda gnid, których nijak da się zareklamować w sklepie z kolegami.
W trakcie dorastania oczywiście nie byłam akceptowana przez rówieśników tak, jak zdawałoby się pragnie każdy człowiek, co moim skromnym zdaniem wywarło największy efekt na moim bycie.
Choruje na depresje, jestem alkoholikiem, pomimo swego wieku dalej praktykuje samookaleczenia w trakcie silniejszych ataków rozpaczy, nie wyjdę z domu bez gotówki na piwo, i miałam wątpliwą przyjemność zwiedzić szpital z przyspieszonym rytmem zatokowym, a mówię tu o nerwicy, która całkiem swobodnie potrafi narozrabiać w ludzkim życiu.
Cóż.. mam wiele fobii i problemów z samą sobą, nie tyle, co nie akceptuje własnego wyglądu, a raczej.. osobowości (tak, jestem jednym z tych rzadkich gatunków, którzy mają - oddając to brzydkim słowem - w dupie, co w mojej twarzy komu się nie podoba).
Moja matka uwielbia dozować mi dzienną dawkę lęków i kolejnych urazów, znajomi są prawdopodobnie zbyt głupi, żeby zauważyć cokolwiek, za wyjątkiem ilości alkoholu jaki tygodniowo w siebie wlewam..
To zabawne, ale wierzę, że nie zdołali by załapać nawet faktu, że mój trup wisi zaraz obok nich pod sufitem.
Ach.. ludzi naturalnie ciekawi wiek piszącego.. mam 21 lat, z reguły byłam nieco dojrzalszym osobnikiem wśród rówieśników, i nie wiem na jaką cholerę wróciłam do pisania.
Tagi:
dasjafmn


